czwartek, 5 listopada 2015

Bliskopad. Dzień 5.

Nasza bajka


Dziś mieliśmy jesienną premierę.  Co roku gdy dni są już na tyle krótkie, że ściemnia się przed wieczorem, wyciągamy nasz zabytkowy aparat do bajek i wyświetlamy klisze.  Zawsze bardzo to lubiliśmy,  atmosfera była wyjątkowa,  dzięki ciemności i projekcji na ścianie trochę przypominało to kino. Często do tego wszystkiego robiliśmy kakao i racuchy .  W tym roku wyjątkowo nam się nie udało.  Fistaszek przyspawał się do cyca i nie chciał nawet na chwilę puścić.  Szczypior obsługiwał aparat, ale ciężko mu było trzymać go tak pewnie, by wyświetlany tekst nie drżał. A Kropek... Diabeł w niego wstąpił! Cały dzień dawał popalić,  a wieczorem obejrzał jedną bajkę, po czym zaczął nam niszczyć klisze i szarpać za podłączony do prądu kabel. Odpuściliśmy oglądanie przy "Kopciuszku". Spróbujemy innym razem...
A tymczasem przypomniał mi się warsztat o Afryce z poprzedniej edycji Dziecka na Warsztat. Chłopcy zrobili wtedy świecące projektory z kartonów po butach- to tak w nawiązaniu do recyklingu i z inspiracji afrykańskimi dziećmi,  które ze starych opon potrafią zrobić klapki. O, TUTAJ.


środa, 4 listopada 2015

Bliskopad. Dzień 4.

Ale koncert!


A u nas dziś próbujemy sobie grać na szklankach wypełnionych wodą. I powiem Wam, że łatwe to to nie jest...




wtorek, 3 listopada 2015

Bliskopad. Dzień 3.

Dzień przytulania 


Dzień przytulania? Na początku wydało mi się to głupie. Strasznie głupie.  Bo niby co tu pokazywać? Jak wygląda przytulanie w dużej rodzinie? Nie. Przecież baaardzo rzadko bywa tak, żebyśmy przytulali się wszyscy na raz - choćby dlatego, że na ogół są jakieś konflikty, ktoś z kimś itp. O, albo,  że Brunisław nie lubi czułości, przytula tylko jak sam chce, czasem pocałuje. On. Jego nie można.  Tak bywa. Ale tym razem jakoś tak przytulaśnie spędziliśmy dzień.  Właściwie to już wczoraj wieczorem zaczęliśmy tę przytulaśność.  I pewnie łatwiej o nią dzięki temu, że Tata jest w domu:) A dzieci chore. Mniej wychodzimy, więcej czasu spędzamy razem. Choć... to czasem może boleć.  Jak naprzykład na człowieka wskoczy mniejsze o pół głowy ledwie dziecisko ;)...


poniedziałek, 2 listopada 2015

Bliskopad. Dzień 2.

Album rodzinny


My... nie mamy tradycyjnego albumu rodzinnego. A właściwie to jakieśtam ze dwa mamy, dzieci bardzo lubią oglądać tradycyjne zdjęcia, ale jakoś tak nam nie po drodze do fotografa i w efekcie mamy mnóóóstwo zdjęć, lecz w formie cyfrowej.  Na płytach, w komputerach, telefonach. Kiedyś jak będę miała dużo wolnego czasu ( buahaha)  to wszystko posegreguję, wywołań najlepsze i chronologicznie skataloguję;) Póki co cieszymy się tym co mamy. I... tworzymy wariacje na ten temat. Od kilku dni powstają portrety rodzinne (ale się wpisaliśmy w temat, co;)?).  Jak dotąd to tylko rodzice, zresztą niezbyt realistycznie przedstawieni, ale dobre i to;) Szkoda bu było, żeby taka sztuka przepadła w tonacji makulatury jaką produkujemy, więc zaczęliśmy produkcję ram:) Z całą pewnością chorowanie temu sprzyja. I sterta złożonych kartonów piętrząca się w piwnicy ;) Popatrzcie jak wyglądają prace nad naszym albumem- a właściwie to raczej galerią rodzinną:









niedziela, 1 listopada 2015

Alicjo! Alicjo! Dokąd tak pędzisz?

Nieśmiertelna Alicja


Hm, cóż można powiedzieć o " Alicji w Krainie Czarów"? Wszystko już chyba zostało napisane i powiedziane,  a bohaterkę  powieści Lewisa Carolla znają bodajże wszystkie dzieci na świecie.  Jednym podoba się ten irracjonalny świat,  innych odstręcza.  Ja dzisiaj chciałabym zachęcić do sięgnięcia po Alicję nie dla niej samej. Chciałabym,  abyście zajrzeli do konkretnego wydania tej powieści,  w którym to wydaniu są naprawdę,  naprawdę wyjątkowo piękne ilustracje. To wydanie sprzed wieeelu lat. Można za grosze trafić używany egzemplarz.  Ma twardą okładkę i obwolutę, a w środku arcydzieła Dušana Kallay! Odkąd pamiętam przy zakupie literatury dziecięcej pierwsze wrażenie powstawało na podstawie ilustracji.  A gdy byłam dzieckiem były one dla mnie równie istotne co sama treść ; dopełniały jej. Popatrzcie sami:







Ps. Ta książka pochodzi z mojego dzieciństwa. Przetrwała mnie i nadal jest w niezłym stanie na służbie u moich dzieci;) Dušan Kallay zilustrował o wiele więcej.  Warto poszukać innych pozycji. I śledzić jego wystawy- w Polsce też bywają :) A on sam jest wykładowcą uniwersyteckim i niestrudzenie ilustruje. 


TUTAJ możecie zajrzeć co polecają na innych blogach

Bliskopad. Dzień 1.

Jak masz na imię?


Dzisiaj Wszystkich Świętych. Imieniny wszystkich świętych.  Rozmawialiśmy kiedyś z dziećmi jak to zmieniło się postrzeganie człowieka i jak skupiono się na indywidualności człowieka. Jak zaczęto celebrować coś tak nieistotnego z punktu widzenia świata jak czyjeś urodziny. I o tym, że imieniny, dawniej w znaczwniu- dzień jakiegoś świętego,  zaczęli obchodzić zwykli Kowalscy.  Także o tym,że dawniej nie do pomyślenia było nazwać dziecko Kodakiem,  Niveą czy czymś innym niż imię świętego. 
Jeszcze przed śniadaniem zaczęła się zabawa klawiaturą. I jakoś tak samo poszło w stronę pisma.
Mirabelka z moją pomocą zrobiła kolorowy alfabet. Literki były różne - cześć ze sztruksu. Wyciągnęłam tez alfabet sensoryczny Brunisława. Po zabawie nim dzieci ułożyły swoje imiona i pomogły Kropeczkowi,  a potem... zaczęła się zabawa jaką chłopaki lubią najbardziej.  Wyobraźnia poszła w ruch i zaczęli ze Szczypiorem wymyślać ksywki,  z których Pierdzibąk był jedną z bardziej niewinnych... 
Brunisław uwielbia zabawę ogniem. " Zaszyfrował" swoje imię sokiem z cytryny i potem odczytał nad ogniem. Szczypior zrobił to samo z mlekiem.  Niestety to nie jest łatwa sztuka i obaj stracili swe " pergaminy" w płomieniach. Dobrze,  że zlew był blisko;) A Zośka? Najstarsza swój podpis złoży za czas jakiś. Mam nadzieję...  Pisze kryminał. Dziś kolejny rozdział. A mały Fistaszek? Przypatrywał się i słuchał z zainteresowaniem :) Dzieci szybko się znudziły zabawą, są chore to i nie dziwota. Część zasnęła, co w normalnych warunkach się w dzień nie zdarza. Mimo to fajnie było,  a własnoręcznie zrobiony alfabet cieszy najbardziej i pewnie jeszcze nie raz Mirabelce posłuży. 








BLISKOPAD- co to takiego?

Postanowiłam wziąć udział w fajnym projekcie skierowanym do Rodziców i dzieci.  Polega na... znajdowaniu czasu na pobycie z dziećmi.  Nie, że zupę gotuję i rzucam okiem na dziecko.Zwłaszcza w mojej " niewiwmwcoręcewłożyć" rzeczywistości to ciekawy eksperyment. Być Z dzieckiem, a nie OBOK. Przeczytajcie co o tym pisze pomysłodawczyni- Huma ( humahuppa.blogspot.com):




"Czym jest BLISKOPAD?
To projekt skierowany do Rodziców, którzy chcą zadbać o relację z dziećmi, o wspólnie spędzany czas, o pogłębienie więzi, o dobrą zabawę. Nie ważne, w jakim wieku jest dziecko-zawsze potrzebuje bliskości, zwłaszcza rodzica.

Skąd się wziął bliskopad?
Rok temu postanowiłam ostatni miesiąc drugiej ciąży poświęcić w jak największym stopniu mojemu synkowi. Chciałam sprawić, by poczuł, że jestem blisko mimo wszystko i stąd zrodził się dość spontaniczny pomysł. Można o tym poczytać tutaj. Wkrótce okazało się, że dołączyło do mnie sporo osób. Galeria znajduje się tutaj na fb i ig.

Na czym polega projekt?
Każdego dnia mamy temat przewodni. Każdy interpretuje go według własnego uznania, możliwości, wieku dziecka, pomysłów i czasu. Następnie fotograficznie dokumentujemy wykonanie zadania.

Jakie zdjęcia wrzucać?
Każdy wrzuca zdjęcia, jakie są zgodnie z jego przekonaniami. Jeśli ktoś nie chce publikować wizerunku dziecka, nie musi tego robić. Można sfotografować same dłonie, pracę plastyczną czy miejsce zabawy. Od Was zależy, jak to ujmiecie. Czasem trudno jest równocześnie być w zabawie i robić zdjęcia. Zróbcie to więc tak, jak Wam najwygodniej:)

Gdzie, co i jak?
Codziennie rano na blogu będę umieszczała temat danego dnia, przykładowe propozycje zabaw i nasze interpretacje. Jak najbardziej można z nich korzystać :) W wydarzeniu na facebooku będą przypomnienia i odnośniki do posta. To samo postaram się robić na instagramie @humahuppa.
Wy zdjęcia publikujcie:
-na swoim profilu lub stronie na facebooku
-na Instagramie
z tagiem #bliskopad2015 
-w komentarzach pod danym postem, tutaj u mnie na blogu.
Ważne, byśmy nie publikowali zdjęć w wydarzeniu na fb, bo wraz z jego zakończeniem po prostu przepadną.

Do naszej akcji przyłączyli się sponsorzy, którzy przygotowali dla Was wspaniałe nagrody! :) Trafią one do tych z Was, którzy będą najbardziej aktywni i kreatywni. O wszystkim będę informowała na bieżąco. W razie pytań, piszcie śmiało.


A oto tematy:


Życzę Wam wspaniałego czasu z dzieciakami i dobrej zabawy!
Huma"


czwartek, 29 października 2015

Akcja małą literą

Akcja małą literą



Chciałabym przedstawić Wam pewną oddolną akcję, która powstała z niezaspokojonej potrzeby, a którą wspierają i propagują różne osoby- głównie mamy.
Mogłoby się komuś wydać, że nam to się naprawdę nudzi, bo chcemy opracowania i wypuszczenia na rynek... klocków z literkami. Mógłby ktoś powiedzieć śmiejąc się przy tym pogardliwie : " Ot, durne, znudzone baby! Nie mają co robić tylko wymyślają!  W dodatku pełno takich klocków w sklepach". I tutaj ten ktoś sromotnie myliłby się - nie tylko nazywając owe panie " głupimi, znudzonymi babami";) Otóż klocków takich jak na lekarstwo. Niby ktoś, gdzieś,  kiedyś takie robił,  ale to daaawno było.  Bo muszę uściślić, że to nie o byle klocki chodzi. Rzecz w tym by literki były drukowane, owszem, ale małe. Gdy czytamy gazety, paski informacji w tv, afisze itp to tam rzadko trafiają się słowa pisane dużymi drukowanymi literami. A jeśli już to właśnie - słowa, krótkie zdania; dla podkreślenia czegoś.  A zwykłe teksty wielką literę mają tylko na początku zdania, w nazwach własnych - jak to zwykle się używa.  Dlatego potrzeba dzieciom zabawek z małymi drukowanymi literkami- takimi jakie najczęściej występują.  Jak się okazuje o klocki z małymi literami niezwykle trudno. A jak czegoś nie ma, a jest potrzebne,  to trzeba o to zadbać :) Obecnie trwają poszukiwania producentów,  rękodzielników,  zbieranie ofert.  
Zapraszam do zapoznania się z akcją.  Na fb istnieje otwarta grupa zrzeszająca zwolenników idei- o, TUTAJ. Tam też jest lista wszystkich wspierających blogów. Zachęcam do dołączenia:)


Jesiennie

Jesień piękna a my uziemieni 


Przyszła jesień deszczowa,  taka " Staffowska". Poszła sobie zostawiając chłód,  ale i piękne słońce. A my już dwa tygodnie uziemieni- właściwie to najbardziej ja, bo siedzę w domu z coraz to którymś dzieckiem. 5/6 zapaleń krtani, zapalenie oskrzeli, opryszczkowe zapalenie gardła złapane w przychodni,  do której chodzimy się osłuchiwać czy aby nic nie słychać w płucach ( a szpitala unikamy jak ognia!). Za oknem tak pięknie!  Nawet piesze wyprawy do wspomnianej przychodni czy do apteki są pretekstem do łapania tego jesiennego piękna.  No i jeszcze coś złapaliśmy- pomysł na kolejny warsztat z cyklu " Dziecko na Warsztat III ". Będzie eksperyment przyrodniczy:)




niedziela, 18 października 2015

Las blisko nas

"Las i jego niezwykli mieszkańcy "

Kilka miesięcy temu byłam z Mirabelką na targach książki. Pojechałyśmy tam na spotkanie z autorkami książki o ukochanej bohaterce Mirabelki- o  Basi. Jeszcze byłam w ciąży,  akurat przyjechała babcia , która została z resztą gagatków i w sumie tylko dzięki takiemu zorganizowaniu udało nam się wyrwać.  To u nas naprawdę święto - taki wypad i to w dodatku tyyylko z jednym dzieckiem??? Ano tak, dzięki babci udało się.  No, ale nie o tym chciałam,  jak zwykle za dużo klepię klawiszami;) Na wspomnianych targach kupiłyśmy pewną niepozorną, ale bardzo interesującą książeczkę.  Jej prostota wręcz poraża,  ale ile radości daje!  Nie, nie chodzi o Basię. Ową książką jest " Las i jego niezwykli mieszkańcy ".  




Wykorzystaliśmy ją do warsztatu w ramach Dziecka na Warsztat III ( o, TU).  Doskonale wpisała się w nasze ostatnie leśne spacery i zajęcia. Do lasu mamy blisko, nie chodzimy jednak codziennie, żeby się nie znudziło; w dodatku, ze względu na niemowlę, ciagniemy ze sobą wózek. Ten zaś przydaje nam się nie tylko do zapakowania różnych przydasiów,  ale i do przewiezienia różnych leśnych skarbów.  Ogranicza nas natomiast do chodzenia po ścieżkach. Mirabelka celuje ostatnio w robieniu bukietów z... grzybów,  przy czym im bardziej kolorowo tym lepiej, więc są to zdecydowanie niejadalne bukiety;) 






Na jednym ze spacerów przedarliśmy się przez zarośniętą polanę, by ku swemu zaskoczeniu wyjść na czyimś podwórku.  Spotkaliśmy tam miłego właściciela i jego kota. Był szał :) 
Potem, już w domu powkładałyśmy z Mirabelką najładniejsze liście do książek ( lepszej prasy nie mamy). 




Przy okazji spacerów rozmawiamy o gatunkach i do znudzenia powtarzamy nazwy drzew, oglądamy, macamy,  wąchamy,  obmierzamy - wszystko w zależności od tego ile mamy czasu i czy Fistaszek śpi w wózku.  Teraz jest taki fajny czas, że można jeszcze znaleźć i świeże liście i suche, cudownie szeleszczące :) Jędrne i nieuszkodzone liście zasuszamy,  a te złote i suche dają nam dużo radości tak:




Mirabelka czasem lubi też ponawlekać korale - w ubiegłym roku nosiła z kasztanów ( ma po dziś dzień). W tym roku na warsztat poszła jarzębina. Po kilku ukłuciach zapał ostygł i zamiast korali zostały krótsze sznurki dla gili. 





A czym zachwyciła nas ta prosta książeczka opisująca kilka podstawowych zwierząt leśnych? Właśnie tym, że te zwierzęta tak znane i oczywiste pozwala nam odkryć z zupełnie innej perspektywy.  Tradycyjnie hasłowo opisuje nam dane zwierze,  by za chwilę, na stronie obok dać możliwość kreatywnej zabawy. Zachęca do puszczenia wodzy wyobraźni i zażartowania z wiedzy encyklopedycznej.  Uzbrojeni w zestawy naklejek poszczególnych części ciała opisanych zwierząt tworzymy własne fantazje łącząc uszy lisa z pyskiem niedźwiedzia, oczami wilka i porożem łosia. Co nam wyszło? Jakiś dziwny lisoniedźwiedziowilkołoś;)? Możemy też stworzyć na nowo dom tych zwierząt. I sprawić, że jeż zamieszka na drzewie, a sowa w trawie. A co powiecie na siedzącego na gałęzi jelenia? Moim dzieciom bardzo spodobała się taka zabawa. 





 Nie wiem jak jest w księgarniach, ale na targach książeczkę promowano dodatkowymi naklejkami i pocztówkami.  Hm, może napiszemy do kogoś? Mirabelka tak lubi tradycyjną korespondencję! No i mamy promujące " Las..." pocztówki!

"Las i jego niezwykli mieszkańcy ",
książka z naklejkami
Justyna Styszyńska
Wydawnictwo Widnokrąg, 2015

Wpis jest pierwszym z trzeciej edycji Przygód z książką.
TUTAJ  można poczytać o propozycjach jakie pojawiły się na innych blogach biorących udział w projekcie.

środa, 14 października 2015

Przygody z książką 3


Książka - nasza przyjaciółka 

Zaczynamy kolejny projekt! Taki, który nie wymaga wiele ponad to co jest u nas codziennością.  Książka. O tym na czym dokładniej polega okołoksiążkowy projekt napisała pomysłodawczyni. Niechcący się powtarzać,  po prostu ją zacytuję:
"Witajcie w blogowym projekcie „Przygody z książką 3”!


Kto
Zapraszam wszystkich, którzy:
* lubią czytać z dziećmi
* kochają książki i literaturę dziecięcą
* chcieliby poprzez udział w zabawie blogowej rozpowszechniać ideę czytania książek z dziećmi i dzielenia się z nimi pasją czytania
* prowadzą bloga

Kiedy
Wpisy na blogu co 2 tygodnie w środy. Początek 14 października. Harmonogram zabawy:

* 14 października
* 28 października
* 11 listopada
* 25 listopada
* 9 grudnia
* 16 lub 30 grudnia

Cel
W ramach projektu zajmujemy się książkami dla dzieci, czytaniem z dziećmi i literaturą dziecięcą. Popularyzujemy tym samym czytanie w rodzinach i wartościowe książki dla dzieci. Przede wszystkim przekazujemy dzieciom miłość do książek i zachęcamy do przygody z czytaniem!

Można robić całkowicie dowolny wpis o książkach, np. aktualnie czytane przez Was lektury, ostatnie odkrycie w ilustracji książkowej, to co lubicie i co Wam w duszy gra. Można też odnieść się do kilku zaproponowanych przeze mnie kategorii / haseł:

* ulubiona książka
* recenzja
* książka artystyczna / autorska / DIY
* zabawa inspirowana książką
* praca plastyczna inspirowana książką
* nowości wydawnicze
* postać z książki
* podróż do miejsca z książki
* ilustracja książkowa / twórczość cenionego ilustratora/ilustratorki


Zasady udziału
1. Publikujecie wpisy o książkach u siebie na blogach co 2 tygodnie.
2. Dodatkowo wszystkie Wasze wpisy są podlinkowane w oddzielnym poście na blogu Dzikiej Jabłoni, razem z listą Waszych blogów i krótką prezentacją autorek.
3. Wszystkie posty z nazwą Waszego bloga zbieramy i aktualizujemy na bieżąco tutaj.
4. Na fan page Dzikiej Jabłoni udostępniam link do postu każdego uczestnika przynajmniej jeden raz w trakcie trwania projektu i promuję blogi uczestniczące w projekcie.
5. Na koniec projektu robię podsumowanie, zbierając wszystkie linki w jednym poście.
6. W czasie trwania projektu zamieszczacie w widocznym miejscu na blogu logo projektu podlinkowane do zakładki Przygody z książką.
7. Każdy Wasz post w ramach projektu opatrzony jest logo projektu z linkiem.
8. Chętni do udziału przesyłają mi logo swojego bloga, parę zdań o sobie i blogu oraz link do bloga.


Dobrej zabawy :)
Justyna z Dzikiej Jabłoni"

sobota, 3 października 2015

ESD

Eksperymentalny Sygnał Dobra

Pamiętacie Gabrysię Borejko i jej ESD? Niezły ambaras z tego wyniknął za sprawą sąsiadki, ale... nie wydaje Wam się,  że w gruncie rzeczy to nie taki głupi pomysł?  Nie mówię,  żeby się ciągle uśmiechać,  bo nas wezmą za pomylonych ;) Ale tak zwyczajnie być życzliwszymi na codzień,  nie zakładać,  że sąsiadka nam źle życzy,  a znajoma nauczycielka dręczy uczniów, uśmiechnąć się do siebie i do ludzi. Hm?





niedziela, 27 września 2015

Las

            Leśne ludki

Trzecia edycja Dziecka na Warsztat zachęciła mnie jeszcze bardziej niż poprzednia, a to za sprawą tematów, jakie pojawią się co miesiąc.  Pierwszy jest dowolny, wiec u nas musi być las. Ja las ledwie lubię,  ale pochodzę z rodziny " leśnych ludków". Ja też mam naturę zbieracko- łowiecką, lecz, niestety, u mnie przejawia się to zbieraniem... różnych gratów :( Wróćmy jednak do warsztatu; odkąd przeprowadziliśmy się, do lasu mamy znacznie bliżej - widzę go z okna:) Nie znamy go jeszcze dobrze, ale odwiedzamy.  Ba, nawet w dzień mojego niespodzianego porodu byliśmy w lesie. A na warsztat wzięliśmy ptaki ( z tego planuję grubszą sprawę, ale nie wiem czy udźwignę), grzyby i popularne zwierzęta leśne.  
O grzybach rozmawiałyśmy sobie z Mirabelką, zbierałyśmy ( nieważne, że część niejadalna , czy wręcz trująca ! Ważne, że... ładne ;)!)Bo jak się jest Mirabelką, to i z grzybów można zrobić bukiet;)
Spotkaliśmy grzyby jadalne i takie, od których lepiej trzymać się z daleka ,  które znaliśmy,  jak kanie, zajączki, purchawki,  pieczarki czy muchomory , ale także  nieznane nam gatunki porastające drewno. Oglądaliśmy kapelusze, porównywaliśmy blaszki i gąbeczki. Dotykaliśmy, zaglądalismy do nóżek i wąchaliśmy. O, choćby tak:


A na jednym ze spacerów z babcią,  która właściwie żyje lasem i ma już prawie dwa pieciolitrowe słoje suszonych borowików ( tegorocznych!) pokazała nam jak zyskać pewność,  że kania,  którą znaleźliśmy i mielibyśmy ochotę zjeść ze smakiem, istotnie jest kanią.  Po pierwsze ma ładny kołnierzyk :



Po drugie: ma pustą nogę.



Po trzecie: miejsce połączenia nogi z kapeluszem jest stwardniałe. Może z powodu tego twardego czubka ten grzyb nazywa się czubajka kania? 



O ile kania ma blaszki,  to już maślak i gros grzybów jadalnych mają kapelusz w postaci gąbczastej poduszki. Dzieciaki dokładnie przyjrzały się stwierdzając, zerwanych istocie wygląda to jak gąbka kąpielowa;) Natomiast zapach maślaka Szczypior i Brunisław skwitował głośnym " o, fuj!"...




Co jeszcze robiliśmy w lesie? Szaleliśmy na całego na skarpie osuniętego piachu:) Trochę się wkurzałam,  że wszędzie w domu chrzęści pod nogami,  bo, mimo że staraliśmy się dokładnie otrzepać, to nie dało się uniknąć wniesienia do domu piasku. Ale fajnie było.  I to nie tylko jednego dnia ;)







Poza szaleństwami i obserwowaniem grzybów, ot tak zwyczajnie cieszyliśmy się jesienią.  A właściwie to cieszyłyśmy się,  bo męskie grono nie zwraca uwagi na takie " głupoty" jak piękne złote barwy, ciepły błysk jesiennego słońca czy miły dla ucha szelest liści powiewających na lekkim wiaterku ;) :







Ich cieszą zgoła inne doznania i inne zmysły lubią pobudzać ;) O, takie grzybki ich cieszą ( pożarli 130 sztuk!):



Mieliśmy udać się na zwiedzenie ścieżki sportu w okolicach rezerwatu Rudka Sanatoryjna,  ale to długa wyprawa,  dzień był niezwykle wietrzny i nieprzyjemny, a karmienie ssaka na takim wietrze mogłoby się marnie skończyć,  więc zrezygnowaliśmy.  Spróbujemy w inny weekend, ale pomysł Brunisława realizujemy w lesie,  który mamy pod nosem. Wpadł na niego tuż przed publikacją warsztatu, więc jedyne co zdążyliśmy zrobić to zebrać żołędzie i namoczyć. Domyślacie się już co to będzie? Jeśli ktoś obstawiał kawę żołędziową to brawo! Tak! Zaczęło się jak zwykle niewinnym pytaniem czy żołędzie można jeść... ;) 
Jeszcze pokażę co czekało w szafie na jakiś chłodny, jesienny wieczór.  To książeczka pt. "Las",  która opisuje leśne zwierzęta i pozwala puścić wodze wyobraźni tworząc z kilku arkuszy " części zapasowych" w postaci naklejek różne dziwne stwory. Kupiliśmy ją na targach książki w Warszawie. Z myślą o Kropeczku,  a dorwała się siostra;) Powstały jakieś dziwne niedźwiedziojeleniorysiołosiolisy i takie tam;) Mamy gdzieś jeszcze z tej serii pocztówki.  Jak je odkopię ( jeszcze nie wszystko ogarnęłam po przeprowadzce) to powysyłamy w ramach postcrossing. A oto nasza zabawa w wykonaniu Mirabelki :





Ptaki jednak najlepiej obserwuje nam się pod nosem, czyli w naszym ogrodzie. Nie będę się powtarzać, bo na blogu jest kilka wpisów na temat ptaków ( pod etykietą Ptaki), ale kilka ciekawych obserwacji dzieci poczyniły,  a Zośka wymyśliła nazwę jakiemuś nieznanemu nam ptakowi,  który zwykł chadzać po chodniku i rozbijać o niego orzechy. Tylko nie pamiętam jaką- kickicaj?  Czy jakoś tak.  Związaną z tym, że tak śmiesznie podskakiwał. Mieliśmy też młodą sójkę,  niestety marnie skończyła... Abstrahując od ptaków to ostatnio na nasze orzechy włoskie skusiła się... wiewiórka.  Mirabelka i Kropek niemal na nią wpadli w ogródku. Bardzo się podekscytowali ;) 
Ach! Zapomniałabym jeszcze dodać, że Mirabelka zrobiła Kropeczkowi warsztaty robienia grzybów z rurek po papierze toaletowym- to zamiast tego " wietrznego " spaceru.




Post powstał w ramach Dziecka na Warsztat III. O tym co się działo w rodzinach innych mam uczestniczących w projekcie możecie poczytać klikając w loga na mapie blogów:

Dziecko na warsztat