Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młody Ogrodnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młody Ogrodnik. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 kwietnia 2016

Fasolowy eksperyment Szczypiora

Miniszklarenki z pudełek po cd

Szczypior przeprowadził popularny eksperyment z fasolą. Fasola to taka wdzięczna roślinka,  łatwo ją wyhodować,  szybko rośnie i w różnych warunkach! Ten Szczypiorowy eksperyment zakładał sprawdzenie które nasionko wykiełkuje pierwsze - to z okienkiem do dołu,  w stronę ziemi, czy to z okienkiem ku górze (zrobionej z pudełka po płycie kompaktowej) miniszklarenki. Założył, że najpewniej to z okienkiem do ziemi. I miał rację. Istotnie po paru dniach od posiania nasionko zaczęło kiełkować. Zaś jakieś trzy dni po nim wykiełkiwało to drugie- z okienkiem strzelającym ku niebu. Roślinka miała trudniejsze zadanie,  bo musiała ruszyć do góry, a następnie zawrócić by dotrzeć do wilgotnej ziemi.  I wiecie co? Oczywisty eksperyment skomplikował się gdyż to pierwsze, zdawałoby się skazane na sukces, bo posadzone okienkiem do ziemi,  nasionko dopadł jakiś grzyb! Zaczęło pleśnieć, a wzrost ostro przyhamował. Dzięki temu to, które miało " pod górkę "- dosłownie i w przenośni ;) prześcignęło rywala.  Eksperyment pokazał jak zaskakujące mogą być koleje losu, ale także jak trudno ( jeśli to w ogóle możliwe)  rozwijać się, albo chociaż trwać organizmowi choremu. A co za tym idzie jak prawidłowo przebiega rozwój organizmu zdrowego.  Zobaczcie zdjęcia porównawcze obu nasion.










                   






Eksperymentów może być wiecej- labirynt dla roślin, hodowla w ciemności itp. Szczypior jednak chyba na tym poprzestać. Kupił fajny łuk,  a sami rozumiecie wybór między fasolą a łukiem zdaje się oczywisty;)
 

Wpis łączy się z projektem Mały Przyrodnik


poniedziałek, 21 marca 2016

Szklarnia

Szczypior i Brunisław dostają szklarnię 




Już jakiś czas temu kupiłam dzieciom edukacyjną szklarnię. Czy warto było? To się jeszcze okaże,  ale póki co wydaje się, że tak. Szklarnia jest plastikowa,  ale na tyle mocna, że posłuży do wielu, wielu siewów.  Opakowanie zawiera osiem małych plastikowych doniczek, pięć (? )  krążków torfowych i torebkę pełną nasion. A dokładniej rzecz biorąc w torebce umieszczono cztery gatunki-  bardzo różniące się wyglądem, ale wszystkie proste w uprawie. Są to: fasola, nasturcja,  bazylia i pomidor.  Oczywiście nikt nam nie broni podmienić nasion innymi;) Z tymi nasionami to był ambaras. Producent na opakowaniu umieścił taką oto informację :

UWAGA!  Nie używaj nasion dostarczonych w zestawie do celów rolniczych,  lecz przestrzegaj poleceń zawartych w zaproponowanych zadaniach dydaktyczno - edukacyjnych i wysiewaj nasiona wyłącznie w pojemnikach,  które znajdziesz w opakowaniu.  Nie stosować do użytku spożywczego.  Nie zostawiać w środowisku.  Certyfikowana zgodność fitosanitarna. 

No i zaczęły się- najpierw tylko domysły,  później i dociekania na jednej z " roślinnych" grup na fb. Czy producent chiński?  Czy nasiona zaprawiane chemią?  Czy F1? Czy GMO? Dlaczego nie do " użytku spożywczego "? I o co chodzi z tym " niewprowadzaniem do środowiska"?!  W zaistniałej sytuacji najprościej było... napisać do dystrybutora.
Tak też zrobiłam.  Dystrybutor nie był zupełnie zorientowany w temacie, ale za to chętny do pomocy. Poprosił o kod kreskowy produktu i napisał z prośbą o wyjaśnienie do Włoch,  do producenta, firmy Clementoni. Ten odpisał,  że formuła znaczy ni mniej ni więcej tylko: "nie zjadać nasion". Oto co napisał mi pan Krzysztof Orzechowski :


Informacja w produkcie jest spowodowana jedynie kwestiami bezpieczeństwa. Są to normalne produkty, które można jeść(rośliny), nie są skażone, ani też nie są GMO. Taka informacja została podana ponieważ czasami zdarzały się przypadki w których dziecko jadło nasiona, a nie rośliny. Również taki sam jest powód aby nie zostawiać ich w środowisku.

Teraz rozpakujmy to duże, interesujące pudełko:) Co znajdujemy w środku? Otóż wewnątrz opakowania trafiamy na plastikowe (całkiem solidne) elementy szklarni- podstawkę, daszek z systemem nawadniania, okiennice do wietrzenia w szklarni,  a także krążki torfowe, termometr do mierzenia temperatury w szklarence,  plastikowe małe doniczki,  pipety , kubek do nasiąkania krążków i pojemniczek- jak po kliszy fotograficznej, a także broszurkę ( właściwie to mini książeczka pełna ilustracji, ciekawych opisów i eksperymentów). Znajduje się tu również torebka z nasionami. 






Szczypior i Brunisław już dawno przymierzali się do szklarenki,  ale oni  mają tyyyle różnych zajęć i pomysłów, że ostatecznie szklarenką zajęli się w ostatni czwartek.  Bardzo chętnie zajęli się składaniem elementów,  wyjątkowo zgodnie podzielili się pracą i zawartością. Bawili się długo i w zgodzie. Współpracowali,  używali słownictwa odpowiedniego do sytuacji ( szef szklarni, laboratorium, analiza i takie tam;)) i dzielili się.  Każdy z nich posiał po jednym nasionku z każdego rodzaju. Podlalewają każdego dnia, obserwują... 




 








Zabawka okazała się strzałem w dziesiątkę.  A czy ma wady? Cóż,nic nie jest doskonałe. Także edukacyjna szklarnia. Jako wadę zabawki odbieram przede wszystkim tę niefortunnie napisaną uwagę o nasionach, ale także fakt, że w szklarence jest tylko pięć krążków torfowych, a doniczek aż osiem.  I to już chyba tyle.  Lista zalet jest dłuższa - dobra cena w stosunku do jakości,  duża paczka nasion, możliwość eksperymentowania o każdej porze roku- do czego zachęca producent,  a także możliwość wielorazowego wykorzystania szklarenki oraz... to najbardziej mi się spodobało, podzielność zabawki. Fakt,że jednocześnie może na niej eksperymentować ośmioro dzieci robi wrażenie. A jeśli doliczyć zagłębienia do hodowli kiełków to jednocześnie może pracować aż czternaścioro młodych ogrodników! I to jest najfajniejsze!  To jest tak fajne, że nawet niewystarczająca ilość krążków torfowych schodzi na dalszy plan. Owszem, z nimi jest czyściej niż z sypką ziemią, ale cóż.  Warto od razu zaopatrzyć się w małą torebkę ziemi. Miejmy nadzieję,  że producent to zmieni i licząc krążki doliczyć do ośmiu ;) Być może mu jeszcze o tym napiszę, a tymczasem polecam nawet taką nieidealną szklarenkę, bo to jedna z najwartościowszych zabawek z jakimi zetknęłam się w tym roku.

Wpis można zaliczyć do Małego Przyrodnika, wszak nie da się być ogrodnikiem nie będąc przyrodnikiem;)



Aktualizacja, 12.04.2016
Szczypior pojechał dziś w Góry Świętokrzyskie to ja tymczasem zamieszczę zdjęcie jego i Brunisławowej uprawy szklaeniowej. Chłopcy posiali po cztery nasionka. Prawa połowa zdjęcia to uprawa Brunisława, zaś lewa- Szczypiora. Ekhem, ekhem, cóż,  no nie wyszło z tym chłopakowi,  za ro Brunisław dumnie paraduje w nimbie "najlepszegoogrodnikaświata". A przecież i Szczypior potrafi nieźle pobawić się roslinami- o naprzykład eksperyment z fasolą - bardzo ładnie mu się udał.  Trochę to niepowodzenie może tłumaczyć fakt,że Brunisław - o furiackim temperamencie któregoś razu, krótko po Pabianic, w złości zrobił tam w tych Szczypiora nasionach niezłe przemeblowanie... I podobno " specjalnie zalewal rośliny [Szczypiora], żeby te zgniły "(?)  Zobaczcie sami jaki tego efekt:



15.04.2916: Aktualizacja...  aktualizacji;)
Jednak i Szczypior może się radować sukcesem ogrodniczym! No może sukcesikiem;) Jedno nasiono na cztery wykiełkowało.  Musiało być głęboko przez Brunisława " wgmerane " w ziemię i na tyle silne, że udało mu się wyjrzeć nad ziemię :)



czwartek, 10 marca 2016

Kapusta biała

Wysiew kapusty



Dzieciaki znów się pochorowały. Kropek najgorzej.  Teraz śpi. A tymczasem Mirabelka zdążyła już posiać kapustę, teraz gania ze Szczypiorem po dworzu, a Brunisław robi... ciasto;) 
Co do kapusty, to jest to kapusta do wczesnego siewu w inspektach. Już 10 marca! Powinniśmy to byli zrobić prawie miesiąc temu, ale co tam! Spróbujemy spóźnionego wysiewu. W końcu eksperymentujemy , uczymy się ziemi, ogrodu, roślin ( ups, jaki mamy Księżyc? Zapomniałam zwrócić uwagę;)- widzicie, prawdę mówiłam, że się uczę ;))!  
Kapusta w całości została samodzielnie wysiana przez Mirabelkę. Najpierw przygotowała ziemię,  później posiała nasionka, a na koniec podlała. Żadnych wspólników tym razem.





A trzy dni później...



sobota, 5 marca 2016

Rośliny dnia krótkiego/ długiego

O co chodzi w tym krótkim dniu?

Wiecie co łączy tytoń, który odkryto w Ameryce ponad sto lat temu z rzodkiewką, którą posiał dziś Szczypior ( ależ to brzmi- Szczypior posiał rzodkiewkę, no koń by się uśmiał!)? 
To będzie dłuższa opowieść, ale ciekawa, więc nie uciekajcie ;) Dawno temu w Ameryce osadnicy podpatrzyli jak Indianie hodują tytoń i sami się wzięli za uprawę.  I nieźle im szło.  Do czasu, gdy w 1906 roku zwrócili uwagę na nową odmianę, która pojawiła się nie wiedzieć skąd.  Tytoń charakteryzował się tym,  że rósł i rósł i rósł i przestać nie mógł aż go mrozy zmogły.  Fajnie? Nie do końca.  Otóż farmerzy drapali się w głowy dumając- zakwitnie czy nie?  I za cholerę dojść nie mogli od czego to kapryśne kwitnienie zależy.  A od kwitnienia znowu zależało czy będą mieli nasiona na następny siew czy nie. A działo się to w stanie Maryland, skąd wzięła się nazwa owego dorastającego nawet do 4,5 metra tytoniu - Maryland Mammoth. W końcu na pomoc farmerom przyszli naukowcy. Dwanaście lat po odnotowaniu występowania tego gatunku przez rolników, dwaj naukowcy z Departamentu Rolnictwa- Wightman W. Garner i Harry A. Allard, rozpoczęli obserwacje. Posiali nasiona w doniczce i ustawili je w polu, ale część z tych donic popołudniami zanosili do ciemnego pomieszczenia.  Te rośliny, które miały więcej światła rosły jak głupie, a te, którym przykręcano " kranik" ze światłem przestawały tak rosnąć,  ale za to zakwitały. Okazało się, że tytoń i jemu podobne rośliny to tzw. rośliny dnia krótkiego.  Są też rośliny, które mają odwrotnie - aby zakwitnąć potrzebują długiego dnia. Taka zależność od ilości światła nazywana jest fotoperiodyzmem. No a jak to się ma do naszej rzodkiewki?  Otóż ona musi być wysiana teraz, albo jesienią, gdy światła jest mało, bo inaczej wypuści pędy nasienne i sparcieją jej korzenie, a tego byśmy nie chcieli :)
A teraz wróćmy do naszego ogródka.  Mamy takie małe poletka uprawne, coś jakby podwyższone rabaty, siłą motyki wyrwane kwaśnej ziemi pokrytej dywanem z mchu. Po zimie i na nich dało się zauważyć gdzieniegdzie małą kępkę mniszka czy mchu. Dziś Szczypior popracował. Sam zgrabił ziemię usuwając plamki mchu i trawy, a potem ją skopał. Następnie dosypaliśmy siedemdziesięciolitrowy worek ziemi pod warzywa, zagrabiliśmy i Szczypior posiał rzodkiewkę.  Ja byłam w czasie siewu początkowo w domu, ale on po jednym rządku wrócił sfrustrowany, że...  krzywo mu wyszło.  Najcięższą robotę zrobił, a nasionka miałyby go pokonać? Wyszłam  z nim jeszcze raz. Pomogłam zrobić rzędy, a Mirabelka pomogła posiać nasionka. Rzodkiewka była eko- niczym nie zaprawiana. Zobaczymy czy coś jej nie zje przed nami? Prace na grządce tak dobrze dzieciakom szły, że " machnęły " jeszcze jedno poletko, na którym posadziły żółtą cebulę. Mirabelka też próbowała swoich sił w kopaniu;) Nawet nieźle jej szło, tylko sił na krótko starczyło;) Przy okazji kopania wykopały się Szczypiorowi gąsienica i dwie dżdżownice.











Jeśli jakiś dzielny człowiek doczytał aż do końca to zdradzę, że tę ciekawą informację o Maryland Mammoth i o fotoperiodyzmie mam z fascynującej książki,  którą dostałam podczas wymiany książkowej.  To " Zmysłowe życie roślin " Chamovitza 

15.04.2016 Aktualizacja 

Po ponad miesiącu kiełkują już: żółtą cebula i rzodkiewka.  Czerwonej cebuli ani widu :/

czwartek, 3 marca 2016

Sadzimy cebulę

Sadzimy czerwoną cebulkę

Dziś było ciepłe i słoneczne popołudnie.  Bru przed południem miał ciężki dzień - kłócił się z kolegami, przepychał, bił... Mirabelka miała marny humor, bo...  nie było słodyczy itd, itp A Fistaszek słodko i mocno zasnął w wózku.  Wykorzystaliśmy to. Ziemia znów zapewniła nam terapię;) Wycięliśmy suche badyle,  które zostały na zimę.  Brunisław używał pod moim nadzorem dużego sekatora.  Dużo energii z siebie spuścił ;) Potem posadziliśmy poletko cebulki.  Skopaliśmy wspólnie ziemię,  przy okazji wykopując dżdżownicę- ku wielkiej radości Mirabelki,  która się zastanawiała czy dżdżownica ma dwie buzie? 


Potem z domu wytoczył się Szczypior ze...  sztucerem i zaczęło się polowanie, a potem jeszcze wspinaczka nadrzewna i walka kijami.  Mirabelka w tym czasie posadziła dwie malwy a Kropek wychlapał pół wielkiej kałuży:) 

Hodujemy warzywa

<3 malinowe :)

Hildzia odradzała,  ale ja mam wieeelką słabość do pomidorów malinowych.  I nie chcę żadnych innych. Mam spory zapas nasion i gdy pewnego dnia nastrój w domu stał się bardzo bojowy,  a Kropek i Brunisław znaleźli nasiona rzodkiewki i koperku, nasypałam im ziemi do pudełek i posiali sobie sami ustalając co który bierze. Zaś wieczorkiem, tak dla odreagowania stresu, dałam Zośce całe dwie miniszklarenki, w których wysiany został właśnie maliniak, mix papryki i kilka nasion czarnych pomidorów.  Trochę wcześnie, ale cóż...  Uważam, że ogrodnictwo to najlepszy terapeuta na świecie :) Czy mamy doła, czy kipimy wściekłością- ziemia i rośliny zawsze przyniosą ulgę. A gdy coś, co sami robimy zaczyna przynosić widoczny efekt to już w ogóle mega satysfakcja :) Po tygodniu podlewania kiełki pomidorów dosłownie rosną w oczach. Papryka potrzebuje trochę więcej czasu, ale też już jest tuż tuż. 




niedziela, 7 lutego 2016

Małe ogrodnictwo


Dzieciaki zagospodarowują ogród


W październiku wyciagnęliśmy cebulki kwiatowe,  które dostaliśmy od babci Gabi. Do tego dokupiliśmy na wyprzedaży cebulki tulipanów i krokusów. Pomogłam dzieciakom wykopać dołki wśród trawy, a Kropek, Mirabelka i Fistaszek włożyli cebulki do ziemi, przytupali nóżkami i... zapomnieli.
Teraz Kropek siedzi chory w domu, a Mirabelka i Brunisław od tygodnia goszczą się u dziadków na Warmii. A w ogrodzie, co? Wiosna! Ależ podekscytowały się dzieciaki gdy zatelefonowałam do nich z taką sensacją ;)! Bo to " ich" kwiaty rosną! Tak niewiele trzeba by dzieci poczuły satysfakcję z pojętego wysiłku i radość z efektu swej pracy! Chyba pora zamówić nasiona pomidorów...;)

Październikowe prace :




Lutowe efekty- byle nie zmarzły :