niedziela, 14 grudnia 2014

Przegląd prac zgłoszonych do konkursu bożonarodzeniowego

Oto one:

 

                                                  I. " Fabryka bombek z mojego snu"
                                                  Typ konkursu: plastyczny
                                                  Kategoria: dzieci do lat 8
-Praca Amelki lat 8:


- Ela lat prawie 4:

-Malwina lat prawie 5:




- Staś lat 6,5:




 II. " Fabryka bombek z mojego snu"

                                                        Typ konkursu: plastyczny 
                                                         Kategoria: dzieci w wieku od 8 do 13 lat:
-Praca Witolda lat 13:



- Aniela D. lat 9:


 
- Tosia K. lat 10:



-Jan K. lat 8``

 

 III. " Fabryka bombek z mojego snu "
Typ konkursu: literacki
Kategoria: wszystkie dzieci do 13 roku życia

 
- Praca Witolda lat 13:
 
„Mój pierwszy reportaż”
Witold
      -Dobra, masz ten reportaż – powiedział mój szef.
Po usłyszeniu tych słów ogarnęła mnie euforia. To był mój pierwszy w życiu reportaż dla radia! I to o tak niesamowitym miejscu jakim była fabryka bombek. O miejscu, gdzie wyprodukowano niemal połowę bombek na świecie! Gdzie niektóre bombki były warte nawet miliony złotych!
       -To kiedy mam zrobić ten reportaż? - zapytałem.
       -Za tydzień, w poniedziałek masz wyjechać, a tymczasem się przygotuj. 
Przez ten tydzień strasznie się niecierpliwiłem, lecz w końcu nadszedł ów poniedziałek. Fabryka mieściła się w pobliskim mieście, więc szybko dotarłem na miejsce, gdzie przywitała mnie jakaś staruszka. Miała na sobie proste ubranie złożone z szarej sukni i bluzy w takim samym kolorze. Poza tym trudno było opisać jej wygląd. Była wyjątkowo nijaka.
        -To pan miał u nas zrobić ten reportaż? - zapytała bezceremonialnie.
        -Tak, to ja – odparłem.
        -Zatem co pan chce dokładnie wiedzieć?
        -Najpierw chwiałbym panią spytać, jak wykonuje się bombki w tej fabryce.
       -To bardzo proste, zaprowadzę pana do sal, gdzie się je wykonuje – powiedziała otwierając drzwi do fabryki. Po chwili błądzenia po korytarzach doszliśmy do sali, gdzie stały słonie. Każdy z nich nabierał odrobinę ciekłego szkła, nadmuchiwał go do kształtu bombki. Niektóre wsadzały jeszcze ciepłe bombki do pyska i wyjmowały je ukształtowane w różnorodne formy.
       -To ich nie parzy?! - zapytałem przerażony.
       -Nie, to specjalny gatunek żaroodporny. Muszą tylko raz dziennie zjeść kilka kilogramów lodów. 
       -Najwyraźniej była to właśnie przerwa śniadaniowa, bo do sali wszedł mężczyzna z kubłem lodów.
         -Ich ulubiony smak to kawowy – wyjaśniła staruszka – następne pytanie?
          -Jak się maluje bombki?
          -Przejdźmy do następnej sali. 
Po chwili doszliśmy do sali gdzie siedziało kilkanaście mrówkojadów, które malowały bombki. Robiły to swoimi długimi językami. Zauważyłem, że nie zanurzają języków w farbie, a mimo to malują:
         -Skąd biorą farbę?
      -Jest to zaleta tego gatunku. Wytwarzają farbę ze specjalnych gruczołów umieszczonych za językiem. Żywią się małżami i specjalną odmianą czerwi, potrafią w ciągu doby wytworzyć parę puszek farby.
         -Słyszałem, że niektóre bombki z waszej fabryki osiągają cenę nawet miliona złotych. Dlaczego są takie drogie?
         -Są robione przez ludzi. 
Poszliśmy do następnej sali. Siedzieli tu ludzie i dmuchali zwykłe, okrągłe bombki ze szkła.
     -Wie pani, że bombki zrobione w ten sposób można kupić w innych fabrykach za znacznie mniejszą cenę? 
Staruszka wyglądała na wyraźnie zaskoczoną. Po chwili namysłu powiedziała:
        -Pewnie to dlatego tak mało ich sprzedajemy. Musimy już kończyć naszą wycieczkę.
       -Mogłaby mi pani wskazać wyjście? - staruszka odprowadziła mnie do wyjścia. Wróciłem do auta i pomyślałem, że poszło mi bardzo dobrze, aż za dobrze: nie włączyłem dyktafonu... 
I wtedy się obudziłem.

 IV. "Najpiękniejsza ręcznie wykonana w domu ozdoba świąteczna".
                                 Typ: rękodzieło, DIY 
                             Forma: własnoręcznie wykonujemy ozdobę świąteczną. Krok po kroku opisujemy     postęp prac, dokumentując każdy etap  zdjęciami. Przysyłamy w efekcie instruktaż, tak zwane Do It Yourself:)
                              Kategoria: dorośli 

- Bogusia B.:









 Nie jestem najlepsza w rysowaniu i wykonywaniu ozdób świątecznych - moje dzieci rysowaniem dawno mnie przerosły :)
dlatego moja ozdoba świąteczna jest opowieścią
jest to łańcuch opowieści, który można zawiesić na choince, a potem zdjąć i pozmieniać kolejność tak, żeby powstało coś nowego - bo czemu by nie?
pierwsze zdjęcie to paski wycięte z katalogu podróżniczego, który przytargałam do domu z jakiegoś biura podróży podczas naszego ostatniego warsztatu o Afryce
na paskach były osoby (św. Mikołaj też), zwierzęta, miasta, środki transportu
następnie skleiłam paski - w ruloniki
założyłam ruloniki na taśmę
i tu się zaczęły opowieści (prawie jak w grze "Kości opowieści"):
...o dziewczynie z miasta, która jadąc pociągiem zobaczyła przez okno misia koala i wysiadła na następnym przystanku...

poprzestawiałam ruloniki i wtedy:
...był sobie chłopiec, który marzył o wyjeździe do Afryki, ale całe swoje życie spędził w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Pewnego dnia...

znów zmieniłam kolejność:
...tancerka z egzotycznego kraju postanowiła zobaczyć śnieg. Ubrała się ciepło i lecąc balonem zobaczyła nagle św. Mikołaja...

miłego domyślania się, co było dalej w opowieściach - życzę


-Joanna z www.edudo.pl:








Potrzebne są: klej typu wikol, pędzel, balonik i sznurek - najlepszy jest kordonek, ale mulina też może być. Na bombkę wielkości 10cm potrzeba pół kordonka lub 2-3 muliny.
Klej można lekko rozcieńczyć wodą (na przykład w jakimś pojemniku). Balonik nadmuchać i zawiązać dość daleko (to pozwoli uzyskać kulisty kształt). Sznurek stopniowo moczymy w kleju (nie naraz, bo się splącze) i owijamy wokół balonika. "Przeciąganie" sznurka pod pędzlem sprawia, że ściera się nadmiar kleju (klej musi być niezbyt gęsty). Czasem trzeba krople kleju zebrać palcami. Kolejne warstwy sznurka owijamy pod różnymi kątami. Zostawiamy do wyschnięcia i całkowitego stwardnienia (nawet kilkanaście godzin). Przekłuwamy balonik i wyciągamy go ze środka, dzięki czemu powstaje taka oto sznurkowa bombka. Można ją dodatkowo ozdobić (np. smarując klejem i obsypując brokatem) lub mocując jak klosik na lampkach choinkowych. 

- Ach:


ADWENTOWY ŚWIECZNIK DIY
Potrzebne będą:
+ 4 świece
+ 4 metalowe foremki do wypieku babeczek
+ 10 drewnianych korali
+ rzemyk/sznurek/wstążka (do wyboru)
+ zielone gałązki
+ świeca do stopienia lub gorący klej
+ ceramiczna forma do tarty
1.      Zaczynamy od przymocowania świec do metalowych foremek. Możemy to zrobić przy pomocy wosku wytopionego ze świecy lub przy użyciu gorącego kleju z pistoletu. (Zdj.1) Przymocowane świece będą wyglądać jak na zdj.2.  
2.      Jedną z foremek ze świecą, wypełniamy zielonymi gałązkami. (Zdj.7) Ta świeca zapłonie w pierwszą niedzielę Adwentu. W kolejną niedzielę przełożymy gałązki do drugiej foremki i zapalimy następną świecę. 
3.      Teraz nawlekamy 10 drewnianych korali na rzemyk, sznurek lub wstążkę i związujemy, tworząc coś w rodzaju bransoletki. (Zdj.3,4,5) 
4.       W bransoletkę wstawimy foremkę z zielonymi gałązkami (Zdj.6). 
5.      Wszystkie elementy dekoracji ustawimy na białej ceramicznej formie do tarty i nasz adwentowy świecznik gotowy! (Zdj.8,8a,8b)










- i... znowu Ach ( ach! jaka Ona pracowita!):

KALENDARZ ADWENTOWY Z ZADANIAMI
Potrzebne będą:
+ drukarka lub długopis do zapisania zadań do kalendarza
+ papier do drukarki (do wydruku lub zapisania zadań)
+ 24 paski kolorowego, sztywnego papieru
+ klej
+ taśma klejąca
+ nożyczki
+ lista zadań do kalendarza
1.     Wydrukuj lub zapisz zadania do kalendarza adwentowego i potnij je na centymetrowe paski (Zdj.1b,2b).
2.     Sztywny kolorowy papier również potnij na paski o szerokości nieco większej niż biały papier z zadaniami i długości około 12 cm (Zdj.3b).
3.     Teraz przyklej zadania na sztywne paski papieru (Zdj.4b), a gdy wyschną sklej je w „pierścionki” przy pomocy taśmy klejącej (Zdj.5b).
4.     Kolorowe „pierścioneczki” z zadaniami łącz ze sobą, tworząc łańcuch (Zdj.6b).
5.     Kalendarz adwentowy gotowy! Teraz wystarczy już tylko każdego dnia zerwać kolejne oczko łańcucha i zrealizować zadanie! Powodzenia! (Zdj.b,bb)
Przykładowe zadania do kalendarza z bloga http://hugoimatylda.blogspot.com/
napisz list do kogoś

zadzwoń do kogoś

zrób coś zdrowego do jedzenia dla siebie

zrób coś zdrowego do jedzenia dla innych

posprzątać wspólnie dom

wysłuchać kogoś bez przerywania

przebrać książki, zabawki, ubrania i dać komuś (książki np. do biblioteki)

naucz się czegoś o innej kulturze lub religii

przylepić na przystanku autobusowym wesołą wiadomość

wystawić jedzenie dla ptaków

ćwiczymy proszę, dziękuję, przepraszam...

recykling

bądź milszy dla kogoś, kogo nie lubisz

zrób coś dla kogoś, np. kosmetyk własnej roboty

kup coś, co było wyprodukowane przez mała firmę w okolicy

uśmiechnij się do kilku osób

prześlij komuś Wasze wspólne zdjęcie

powiedz pierwszy dzień dobry

nie narzekaj

daj komuś owoc

spędź z kimś czas (bez telefonu i internetu)

ugotuj dzieciom ulubioną potrawę

posprzątaj za rodziców









To już wszystkie zgłoszenia na nasz bożonarodzeniowy konkurs. Ponieważ wybór zwycięzców wśród tak pracochłonnych i interesujących prac przekracza nasze amatorskie siły i grozi rękoczynami w Matkopolkowej "komisji";)- będzie losowanie .
Już wkrótce zamieścimy wyniki:) Cierpliwości!

poniedziałek, 24 listopada 2014



Dziecko na Warsztat II.
Listopad - Afryka i jej sztuka ludowa.

Afryka jest jak czarna dziura- gdy się do niej zbliżysz to już nie umkniesz.  Wessie Cię na zawsze pozostawiając piętno. Afryka to matka.  Początek wszystkiego.  Kolebka życia i kolebka ludzkiej mowy. Afryka to kraj kontrastów i rekordów. To tam bogactwa potentatów, miejscowych królów i watażków z diamentami w zębach i dolarami poupychanymi po wszystkich kieszeniach, spotykają niedole ludzi, którzy żyją poniżej dolara dziennie,  albo wręcz nie mają nic. To tam w krótkim czasie możemy zobaczyć olbrzymie afrykańskie metropolie, pełne hałasu, zamieszania, samochodów i telefonów komórkowych jak i proste namioty koczowników na wygwizdowie. Zabójcze pustynie, śnieg na górskich szczytach, największa różnorodność fauny na świecie, naj, naj, naj...  Najwyższy przyrost naturalny, największa umieralność na HIV. Dziwolągi jak świecące grzyby albo śmiertelne wirusy. Przemoc i łagodność.  Poddańczość i wojowniczość. Religia, tabu, groźne czary i potrzeba piękna.  Wszystko to predestynuje sztukę Afryki. A czym jest sztuka ludowa? Od tego trzeba zacząć. W naszym rozumieniu sztuka ludowa to coś więcej niż materialne wytwory najniższych warstw społecznych.  To związek między członkami danej grupy- wsi, plemienia, społeczności.  To coś, co zaspokaja potrzeby religijne, ale także społeczne i estetyczne. W przypadku Afryki sztukę ludową rozumiemy nie tylko jako kosze, maski, figurki czy ceramikę. Jest to spoiwo, które łączy grupę,  wpływa na jej poczucie tożsamości i odróżnia ją od innych. Tak jak w folklorze innych kultur strój, architektura czy muzyka wyróżniają afrykańskie plemiona.  Ja,  chcąc pokazać dzieciom różnorodność świata, wybrałam jedną, konkretną grupę.  Jest to wyjątkowe plemię, którego potrzeba estetyki nie ma sobie równych a piękno jest dla nich najważniejszą wartością na świecie.  Nie licząc na zrozumienie, zaakceptowanie czy polubienie tego przez moje dzieci, a jedynie, albo aż- na zainteresowanie przedstawiłam im żyjące  w okolicach Nigru koczownicze plemię Wodaabe :)
Najpierw dzieci próbowały określić czym jest piękno. Odpowiedzi były różne - wszystkie dotyczyły świata przyrody.  Piękno kojarzyło się dzieciom z tęczą, słońcem, kwiatami... A potem przeszliśmy do piękna ludzkiego. Tu pierwsze skojarzenia dotyczyły wyglądu fizycznego, by dojść do cech charakteru czy talentów. Mówiliśmy o tym co nam się w ludziach podoba, na co zwracamy uwagę, a także kto nad wyglądem więcej pracuje ( trudno to było ustalić...). Mężczyźni obecnie w wielu przypadkach nie mniej dbają o wygląd niż kobiety, choć szczęśliwie na innych zagadnieniach się skupiają i przedkładają piękno sylwetki nad piękno twarzy, w czym panie znowu osiągnęły mistrzostwo;) Mówiliśmy także o tym jak różnie to piękno można wyrazić ( delikatny makijaż permanentny w Europie dajmy na to, a wielkie, rozciagnięte dziurki w uszach, natarte popiołem, zgrubiałe blizny po nacięciach czy malowanie henną w Afryce).



Nic z tego dzieci nie zdziwiło. Ale długie " coooooo?! " wyskoczyło im z ust na wieść, że u Wodaabe pindrzą się...  mężczyźni;)! Z niedowierzaniem na swej twarzy Szczypior roześmiał się na wieść,  że mężczyźni z plemienia Wodaabe biorą również udział w... konkursach piękności!  I przeglądają się w lusterkach! I malują! I wybałuszają gały oraz szczerzą zębiska by ukazać ich biel i się zareklamować - jacy to są piękni i zdrowi! I jeszcze tańczą!  I nie mają nic przeciwko zdradom swoim i swoich kobiet! I nie wiadomo czyje są dzieci w której rodzinie! No i się nie myją! Chociaż muszę przyznać, że o ile wszystko powyższe spotkało się z mniejszym lub większym niezrozumieniem, o tyle perspektywa niemycia się, jak odniosłam wrażenie, wydała się dzieciom atrakcyjna;)
A żeby było śmieszniej, to Wodaabe mają swój znany na międzynarodowej scenie etno, a więc możemy chyba powiedzieć "światowej" sławy zespół. Nazywają się Etran Finatawa i parę  ładnych lat temu mieli nawet wystąpić na festiwalu w jednej z warmińskich wsi. Kto wie, może gdybym wtedy wiedziała to z ciekawości bym podjechała;)? Ale nie wiedziałam, dopiero przy okazji warsztatu trafiłam na tę informację. Czy by mi się spodobało? Wątpię- oceńcie sami, oto próbka:


A poniżej film o zespole Etran Finatawa:

Pon. Nasze domowe zasoby;) :
Pow. Brunisław z National Geographic w ręku
Pow. Artykuł o Wodaabe znaleźliśmy w domowym archiwum numerów National Geographic- ten to nr 10 (109) z października 2009 r

Pow. Mirabelka przegląda zdjęcia Wodaabe z archiwalnego numeru National Geographic

Poza rozmowami o pięknie i o Wodaabe, przyjemnie poznawaliśmy Afrykę- tzw. białą, czyli arabską, a także czarną. Ze starszymi dziećmi rozmawialismy też o różnych wierzeniach afrykańskich plemion, także o czarach, maskach obrzędowych, o niebezpieczeństwach jakie mogą się za nimi kryć,  a także o tym, że nie każdy Arab to muzułmanin i że nie każdy muzułmanin to Arab;) O animistach, voodoo i afrykańskim,  żywiołowym, radosnym chrześcijaństwie. Szaleliśmy przy afrykańskiej muzyce- słuchaliśmy jej w wydaniu arabskim jak i afrykańskim, w wersji klasycznej i nowoczesnej. Zdecydowanie ta druga bardziej się dzieciom podobała. Tak arabska jak i czarna muzyka klasyczna czy ludowa raczej je drażniły. W sumie rozumiem. To często dźwięki piskliwe, jękliwe czy płaczliwe albo wręcz odwrotnie- skrajnie radosne.  Tak czy siak- obce nam, w dodatku w niezrozumiałym języku.  Ale już tamtejsza muzyka splatająca w sobie tradycję ze współczesnymi nurtami muzyki zachodniej jest bardzo przyjemna. Bardzo:) Cudowna! Wspaniała! Nieszablonowa! Najciekawsza! Przynajmniej dla mnie.  I może troszkę dla moich dzieci:) Przynajmniej dla ich części ;) Rabih Abu Khalil ( co prawda nie pochodzi z samej Afryki, ale urodził się bardzo blisko i afrykańskie wpływy mu nieobce) i Natacha Atlas bardzo przypadły do gustu Brunisławowi,  Fela Anikulapo Kuti- mój numer jeden na afrykańskiej scenie muzycznej niezmiennie od wielu już lat zawładnął Mirabelką i Kropkiem ( och! jak szaleją przy nim!), Szczypior toleruje wszystko, ale jakąś nutkę sympatii wykazywał chyba troszkę w stosunku do Amadou et Mariam. No a Zośka ma zupełnie inne upodobania i chyba niczego nawet w zachodniej odsłonie nie jest w stanie przełknąć. A już Rokia Traoré to dla niej najgorsza kara;)!
Poza powyższym pooglądaliśmy sobie albumy o Afryce, filmy Davida Attenborough o Afryce,  a także płyty o Etiopii i Madagaskarze, które dostaliśmy z dedykacją i autografami od podróżnika,  który " chodzi z gołymi nogami" ( słowa Mirabelki). Już wiecie od kogo;)?Stworzyliśmy też sporą mapę,  na której umieszczamy powycinane zwierzątka i... gramy:) Gra polega na rzucaniu czymś małym co tam akurat jest pod ręką.  Odgadujemy miejsce, na które spadł kamyk i co kto o tym miejscu wie, opowiada wszystkim. Niezła zabawa.  Mapę odrysowałam w nocy z wydrukowanej w szesnastu kartkach mapy Afryki. Marzyła mi się taka z sześćdziesięciu kartek- dzieciaki skakałyby z jednego państwa do drugiego, ale nie miałam gdzie wydrukować - dzieci chorowały i jakiekolwiek wyjście było problematyczne. Zostawię sobie jednak pomysł z wielkimi mapami na przyszłość :) Gdyby ktoś chciał,  a do wyboru są chyba wszystkie kontynenty i sporo państw,  to w wyszukiwarkę należy wpisać " megamaps", " free printables" i z pewnością coś wyskoczy- sporo tego jest.
 
Pow. Rzucamy czymś małym - tutaj  monetą. Potem staramy się podać nazwę kraju z pamięci, jak ktoś coś o nim wie to dodaje od siebie- to jest mapa w pierwotnej wersji,bo ciągle ewoluuje- kładziemy na niej wycięte zwierzęta, dzieci "podróżują" po niej żelaźniakami, no i mapa zaczyna powoli nabierać kolorów za sprawą małych rączek i farb;)

Pow. A jak nie mamy pewności, to sprawdzamy w atlasie;)
 Co jeszcze? Chyba jak wielu z uczestników warsztatów czytaliśmy "Afrykę Kazika" Łukasza Wierzbickiego. Zaczęłam czytać młodszej czwórce ( Zośka wolała po raz setny katować w zaciszu dziewczyńskiego pokoju dzieła zebrane Conan Doyle'a o Sherlocku). Brunisław i Mirabelka czytali nazwy rozdziałów a ja resztę.. Już po pierwszym czytaniu Szczypior przejął książkę i łyknął całą w jeden wieczór ;) A my męczyliśmy przez cały miesiąc - trudno o skupienie uwagi u Brunisława.  Ucieka w swój wyobrażony świat,  w którym animuje proste drewniane klocki... Lektura nastroiła nas na planszówkę na podstawie tej właśnie książki.
Pow. Tak wygląda gra Afryka Kazika w całej okazałości 
Pow. Mirabelka dzielnie i bez dąsów rozpoczęła grę od nowa gdy niefortunnie stanęła na polu powrotu
Pow. Mirabelka " czyta"- czyli powtarza głośno to co ja powiem szeptem;)
Pow. Niektórzy jeszcze się nie przegrali z piżamy a już grają;)
Pow. Choć Mirabelka była pierwsza na mecie, to regulaminowo wygrałam ja, bo miałam więcej zdobyczy- młoda dzielnie przyjęła takie zasady
Pon. A teraz, żeby nie było, że to tak wszystko gładko idzie. Kropka udało się położyć spać,  ale Brunisław wspiął się na tę partyjkę i zajął tym:

Wiele razy graliśmy w tę grę.  Każdy chciał grywać pionkiem Kazika,  ale jakoś się godziliśmy;) Szczypior jednak najbardziej pokochał grę "Bóg mieszka w Afryce" inaczej zwaną " Afryka- misje "

Pow. Tutaj pierwsza, nieśmiała partyjka - na " wybadanie".  Tylko Mirabelka,  Brunisław i Szczypior.
Wciągnął do grania całą rodzinę i paru kolegów. Raz, rozemocjonowany, aż spadł z krzesła razem z grą!  Nic mu się na szczęście nie stało, a śmiechu było co nie miara gdy Szczypior leciał w jedną stronę, gra w drugą, a afiki ( środki płatnicze, które rozdysponowywał między graczami)- w trzecią. Przy okazji czytania pytań- zagadek do tej gry wydało się jak świetnie czyta Brunisław:)
Pow. Piżama Party z Tatą:)))
Pon. Partyjka z kolegą ( tata kolegi co i rusz dzwonił, by ten wracał lekcje odrabiać,  a chłopcy " ugadywali " go o jeszcze chwilę. I jeszcze. I znów.  Aż do końca rozgrywki):
Pow. Tutaj grają w dwóch grupach w dwie " afrykańskie " gry- po lewej "Afryka Kazika", po prawej "Afryka- misje "
Pon. I jeszcze nie dość :

Malowaliśmy też maski- takie swoje, fantazyjne. A także będąc pod wielkim wrażeniem stopnia do jakiego zużywa się w Afryce materiały, pobawiliśmy się plastycznie zużywając materiały już, zdawałoby się, zużyte.  Zrobiliśmy recyklingowe samoloty z butelek po napojach,  ramkę do zdjęcia, zaproszenie urodzinowe i... aparaty do bajek na ścianach z nakręcanymi kliszami:)
Pow. Zaproszenie urodzinowe- do zawieszenia np. na żyrandolu czy karniszu w dziecięcym pokoju. Zrobiona ze zużytego,  pomazanego przez nas wczesniej,  ale bardzo fajnego kartonu, który pochodzi z... pracowni rtg;) Łuski zrobione z resztek wycinane, z opakowań, a także z umytej podkładki od... łososia ;) Są świetne. Sztywne i z jednej strony srebrne, a z drugiej złote!


Pow. A tutaj aparat do bajek na ścianę.  Rzutnik świeci prawdziwym światłem z latarki, a klisza wkręca się dzięki szparze w wieczku i pokrętle od płynu do prania. Widać to na zdjęciach- "klisza" znika w środku.  Szczypior też taki zrobił,  ale nie zdążyłam sfotografować przed " zużyciem";)

Ten warsztat nie wyglądałby tak jak wygląda gdyby nie Beata, która zawsze nam pomaga jak może w temacie drukowania;) i moja sąsiadka, która obdarowała nas papierem do mapy, gdy, złożeni zapaleniem oskrzeli Kropka, siedzieliśmy w domu i nie mogliśmy się wyrwać do papierniczego- dziękuje Wam stokrotnie dobre kobiety:)))

Poniżej to z czego korzystaliśmy:
- Mapy Mizielińskich
-Afryka Johna Reader`a, wyd. Nation Geographic
-Przeglądowy Atlas Świata, Afryka, wyd. Fogra
- National Geographic nr 10(109) październik 2009
-różne strony z internetu, których wszystkich nie pamiętam, ale polecam film Wernera Herzoga , Wodaabe, Herdsmen of the Sun- jest na yt
- Afryka Kazika Łukasza Wierzbickiego
- Afryka Kazika- gra na podstawie książki
Afryka- misje, gra planszowa inaczej zwana Bóg mieszka w Afryce
- Afryka- serial BBC Davida Atteborough
-Boso przez Świat- w czasie trwania warsztatu udało nam się obejrzeć wszystkie odcinki z płyt o Madagaskarze i Etiopii
- polecamy też różne programy pomocowe dla Afryki, np. Okulary dla Afryki, ale także inne programy- "wędki", np. adopcja serca- dużo organizacji je prowadzi, wystarczy wpisać w googla i sobie wybrać najbardziej odpowiadającą.

Na listopadową podróż do Afryki zaprosiliśmy Was w ramach projektu Dziecko na Warsztat II, a teraz zapraszamy, byście zajrzeli do innych blogów i podpatrzyli co tam  mają ciekawego:)

czwartek, 20 listopada 2014

Sto lat, sto lat niech żyje nam!

Sto lat, sto lat niech żyje nam!

A kto? Mirabeeelka! Wkrótce jej czwarte urodziny. Ostatnio interesuje się pisaniem i czytaniem. " Czyta" powtarzając po mnie tytuły rozdziałów i " pisze" robiąc kuropazurowy szlaczek wygladający jak zapis na ktg;) No dobra, coś umie drukowanymi literkami napisać swoje imię.  W związku z urodzinami przygotowała z moją pomocą zaproszenie na swoje urodziny. Robiliśmy je przez kilka dni. Ja wycięłam z kartonu ( recykling;)) kształt ryby i łuski oraz samodzielnie zrobiłam ze zdjęcia odginaną płetwę gdzie zapisałyśmy szczegóły imprezki,  a Mirabelka sama się podpisała. No i musiałam pilnować,  żeby łuski były różnorodne i mniej więcej w jedną stronę ;) Poza tym pomogłam zacisnąć nit na dziurce i związałam sznurek. Muszę przyznać, że była to czasochłonna praca, a zaproszenie trafiło do rąk pewnej bardzo lubianej przez Mirabelkę Julki.  Oto dzieło do zawieszenia: